Odnajdziesz tutaj m. in. odpowiedzi na pytania: Jak wybrać psa? Co powinna zawierać jego "wyprawka"? Czym karmić malucha? Ile uwagi potrzebuje? Kiedy i dlaczego należy chodzić do weterynarza? Jak nauczyć szczeniaka czystości? A także wiele historii opisujących dzieje międzygatunkowej przyjaźni pomiędzy mną, a moim psem.

wtorek, 6 stycznia 2015

Mój drogi pupilu, dzisiaj będziesz spał tutaj... Loki - mały wędrowniczek (Część II)

"Nie popełnij błędu i nie traktuj swojego psa jak człowieka, albowiem on potraktuje cię jak psa" - Martha Scott 


Chcąc zamknąć wątek świąteczno-wycieczkowy, chciałabym przeanalizować jeszcze kilka kwestii. Po pierwsze - poruszyć temat związany z aklimatyzowaniem się psa do nowego miejsca.

A było tak... 
Gdy po przebyciu 200 km i "zwiedzeniu" trzech pociągów w końcu dotarliśmy do domu moich rodziców, Loki wydawał się mocno zdezorientowany. Nie chciał jeść i często pokładał się na dywanie, przy czym - na spoczynek wybierał dość dziwne miejsce. Kładł się tam, gdzie znajdowały się nasze bagaże. Wyglądało to tak, jakby te walizki i torby stanowiły dla niego namiastkę domu - miejsca, w którym czuł się najbezpieczniej. Początkowo zachęcaliśmy go do eksplorowania terenu, ale w końcu stwierdziliśmy, że  nie będziemy ingerować w jego poczynania... Nowy świat poznawać miał we własnym tempie.

Psiak mile zaskoczył nas tym, jaka wkrótce zaszła w nim odmiana. Przyzwyczaił się do "dodatkowych opiekunów" - moich rodziców oraz rodzeństwa - zaledwie w ciągu doby. Znalazł sobie osobę, którą mógł zamęczać, domagając się ciągłej zabawy ("kozłem ofiarnym" nieświadomie został mój brat), i nie omieszkał korzystać z przywilejów bycia "uroczym pieskiem". Odważnie chodził po całym mieszkaniu, przez kilka dni obawiając się jedynie klatki schodowej... (Czemu? Być może dlatego, że często przebywały tam koty). Pomijając ten drobny mankament, w zachowaniu Lokiego wszystko zdecydowanie dążyło ku lepszemu. Z dnia na dzień stawał się coraz radośniejszy, przejawiając elementy aktywności, które wcześniej widywaliśmy u niego jedynie na najbezpieczniejszym gruncie - we własnym mieszkaniu. Coraz bardziej przywiązywał się także do mojej rodziny - miejsce początkowego akceptującego dystansu zastąpiły serdeczne uczucia, widoczne m. in. w okazywaniu radości w trakcie witania poszczególnych członków rodziny. Podobnie przebiegało także oswajanie się z domem mojej babci oraz jego domownikami.

Sielanka. A jednak...
Tak, jak wcześniej przewidywałam, największy problem był z jego karmieniem. Jadł naprawdę mało, a ja w większości wiązałam to ze stresem, który przeżywa, nie zauważając, że... Loki był po kryjomu dokarmiany! Podobno jadł tosty "na razowym chlebie i bez ketchupu", mięso z rosołu "ale bez kości"... Dostawał też dużo warzyw. Argument mojej babci brzmiał "Bo on tak patrzy", inni tłumaczyli swoje zachowanie podobnie. Na szczęście Mały dostawał jedzenie, które mu nie zaszkodziło - wyraźnie uczulałam wszystkich, co ewentualnie może jeść (choć na mojej liście z pewnością nie było tostów z serem), ale i tak uważam, że moja rodzina postępowała - co najmniej - nieodpowiedzialnie.

Wnioski?
Zabierając psa do swojej rodziny, najbardziej pilnować należy jej członków, zastawionego stołu i lodówki. Nie zdziwcie się, gdy usłyszycie pytanie: "A ciasta to on nie może?" Gdyby mógł, byłby człowiekiem, a nie psem!

PS. Bardzo stresowałam się przed tymi Świętami. Wyobrażałam je sobie tak: "Loki boi się, szczeka. Cały czas trzeba trzymać go na rękach" lub "Loki biega po całym mieszkaniu i broi". Wyżej udowodniłam już, że naprawdę - nic z tych rzeczy! Psiak dostosował się tak samo, jak człowiek, który "wyjechał w gości". Nasi psi podopieczni nam ufają, wierzą w nas... Może i my bardziej powinniśmy docenić ich umiejętności? No chyba, że to tylko mój Loki jest taki wyjątkowy ;) ;P

Świąteczna pamiątka Psiej Mamy (Na Facebooku wyczytałam, że wrzucenie zdjęcia z własnym dzieckiem i choinką jest trendy- to prawie obowiązek! Niniejszym to czynię ;) )




Loki też nalazł prezent pod choinką... Był go bardzo ciekaw, dlatego ciągle się ruszał - nie chciał pozować.



2 komentarze:

  1. Ja na szczęście nie mam z kotem takich problemów - po prostu z nami nie jeździ ;)
    Dobrze, że rodzina nie wpadła na pomysł, aby pieska poczęstować czekoladą... "Bo tak patrzy".
    Mojego taty też nie da się oduczyć dokarmiania zwierząt. Co gorsza - karmi nawet obce psy, nie pytając o zdanie właścicieli. Nie dociera i wie lepiej, że "przecież mu to nie zaszkodzi". Argument, że właściciel może sobie nie życzyć dokarmiania nawet "nieszkodliwym" jedzeniem - na nic ;p
    Swoją drogą - jak Loki reaguje na śnieg (o ile miał okazję)?
    Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że jest coś takiego jak czekolada specjalnie dla psów? Nie tylko dropsy, ale i tez taka "zwyczajna"- w tabliczkach. I to w dwóch wersjach- mleczna i biała!

      Widział tylko delikatnie przysypany chodnik. Lizał śnieg. W zaspach jeszcze nie miał okazji buszować.

      Usuń

Co o tym myślisz? :).